Według prawnika reprezentującego interesy Polskich Linii Lotniczych LOT w Sądzie Okręgowym Stanów Zjednoczonych w Seattle, amerykański Boeing ukrył problemy z systemem bezpieczeństwa (MCAS) swojego odrzutowca wersji 737 MAX, kiedy narodowy przewoźnik znad Wisły składał zamówienie w 2016 roku na ten popularny samolot wąskokadłubowy - informuje Agencja Reutera. PLL LOT oceniają straty na 150 mln dolarów.
Zeznania dotyczyły odszkodowania, jakiego domagają się PLL LOT za straty finansowe po uziemieniu boeingów 737 MAX na całym świecie w 2019 roku, po tym jak katastrofy maszyn Lion Air i Ethiopian Airlines, w który zginęło w sumie 346 podróżnych, ujawniły poważne problemy z bezpieczeństwem części systemów sterowania odrzutowcem.
Druzgocące szkody finansowe
Narodowy przewoźnik znad Wisły pozwał amerykańskiego producenta jeszcze w 2021 roku, jako pierwsze linie lotnicze na świecie. – Sprawa dotyczy kłamstw i oszustw Boeinga oraz druzgocących szkód finansowych, jakie wyrządził – podkreślił Anthony Battista, prawnik polskiego przewoźnika narodowego, w poniedziałkowym oświadczeniu, otwierającym rozprawę.
Kiedy Boeing przekonywał PLL LOT do leasingu samolotów wersji 737 MAX, inżynierowie zmagali się już z tendencją pasażerskich maszyn do unoszenia nosa w pewnych sytuacjach. W związku z tym wdrożono oprogramowanie MCAS, które automatycznie obniżało nos samolotu w takich warunkach.
Oszczędność na szkoleniach
Amerykański producent wprowadził jednak Federalną Administrację Lotnictwa (FAA) w błąd co do zakresu działania MCAS i trudności z jego wykorzystaniem podczas testów w locie. Dzięki temu organy regulacyjne nie wymagały intensywnego szkolenia pilotów latających poprzednimi wersjami odrzutowców z rodziny 737. Takie intensywne szkolenia na symulatorach znacznie podniosłyby całkowity koszt zakupu samolotów MAX przez przewoźników, a przecież w tym czasie Boeing zaciekle konkurował na całym świecie z europejskim rywalem, firmą Airbus, produkującą samoloty A320, o tysiące zamówień na odrzutowce wąskokadłubowe.
– Przejście na A320 wymagałoby długiego i kosztownego szkolenia na symulatorze – powiedział w poniedziałek ławnikom w sądzie Maciej Wilk, były pracownik PLL LOT. – Kluczowa obietnica dotyczyła właśnie uproszczonego szkolenia pilotów na maszyny 737 MAX – dodał Wilk.
Nieświadomy problemów z MCAS narodowy przewoźnik znad Wisły zobowiązał się do leasingu 15 samolotów w ciągu najbliższych kilku lat. W publicznych oświadczeniach po pierwszej katastrofie boeinga 737 MAX linii Lion Air, decydenci Boeinga zapewniali, że odrzutowiec MAX jest bezpieczny. Przedstawiciele handlowi amerykańskiego producenta przekonywali podobnie PLL LOT, że samolot nie ma żadnych problemów z bezpieczeństwem. Podobnie jak inne linie lotnicze, narodowy przewoźnik znad Wisły kontynuował operacje lotnicze nowymi maszynami, dopóki organy regulacyjne na całym świecie nie uziemiły ich po katastrofie Ethiopian Airlines, kiedy to rola systemu MCAS w tych tragicznych wypadkach stała się jasna.
Dwadzieścia miesięcy później regulatorzy zezwolili ponowne na loty odrzutowca po dogłębnej weryfikacji zmian konstrukcyjnych w systemie MCAS i dodatkowym szkoleniu pilotów. Linie lotnicze na całym świecie, posiadające w swoich flotach samoloty 737 MAX, w tym PLL LOT, wznowiły rejsy zmodernizowanymi maszynami.
Kontratak Boeinga
Adwokat Boeinga zarzucił z kolei w poniedziałek narodowemu przewoźnikowi znad Wisły nadinterpretację słowa "oszustwo" w okresie, kiedy PLL LOT codziennie wykorzystywały odrzutowce 737 MAX do realizowania operacji lotniczych. "Czy tak zachowuje się ofiara wielomilionowego oszustwa?” - pytał obrońca amerykańskiego producenta.
Boeing wypłacił już miliardy dolarów odszkodowań rodzinom ofiar obu katastrof. Poza tym przekazał również ogromne kwoty w ramach ugód pozasądowych z liniami lotniczymi, poszkodowanych w wyniku uziemienia MAX-ów. Kwoty nie zostały ujawniona publicznie.
Podanie adresu e-mail oraz wciśnięcie ‘OK’ jest równoznaczne z wyrażeniem
zgody na:
przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w
Warszawie, adres: Sielecka 35, 00-738 Warszawa na podany adres e-mail newsletterów
zawierających informacje branżowe, marketingowe oraz handlowe.
przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w
Warszawie, adres: Sielecka 35, 00-738 Warszawa (dalej: TOR), na podany adres e-mail informacji
handlowych pochodzących od innych niż TOR podmiotów.
Podanie adresu email oraz wyrażenie zgody jest całkowicie dobrowolne. Podającemu przysługuje prawo do wglądu
w swoje dane osobowe przetwarzane przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z
siedzibą w Warszawie, adres: Sielecka 35, 00-738 Warszawa oraz ich poprawiania.